Lets cut the bullshit... W tym roku prawie całe wakacje spędziłem na Półwyspie Helskim. Aby oszczędzić Wam wywodów, powiem, a raczej napisze pokrótce - to były jedne z moich najlepszych wakacji. Na serio. Na tzw. "helu" pracowałem w szkole kite/wind surfingowej. Dwa miesiące intensywnego życia, niesamowity klimat, niezapomniane imprezy, niesamowici ludzie... Pisząc te słowa, robię sobie przerwę w nauce do wrześniowej poprawki, słuchając przy tym The Doors - This is the End. Poniżej przedstawiam Wam, ulotne chwile uchwycone przez mój aparacik. N-joy.


Oto miejsce mojej pracy
easy e, bob dylan, a w te wakacje ja. dranie stylowe są
i luv kite - tak zamykaliśmy beachbar
wbrew pozorom hel to nie tylko warszawa
longboard all day long
koris, najładniejszy pies na helu
w naszym gettcie gościli różni goście
leśne party

pozdro dla chłopaków z południa [kilar, tatar, stef], z którymi zabrałem się do gdańska do sk8plazy
falowiec też się widziało;)
coś tam wiało
pamiętajcie, że na zakupach trzeba mieć styl
suko'
suszi w "standby mode"
Tukan, mistrz ceremonii beforkowych


"fajkowe ziele udeżyło ci do głowy gandalfie" ;)
dj put the needle down the record! pozdrou dla andrzeja, ntk, a w szczególności dla jurnego i zoraka




oj było najebongo... oj było. wschody i zachody słońca się widziało ;)
droga na "trójkę". w tle boms i daria
boms - jak głosi legenda - "boms jest tylko jeden". tnx boms za wszystko!
byczbar - miejsce schadzek lokalnej młodzieży, klimat panujący w nim jak z filmów larrego clarka
spacery po plaży też były



bałtyk, nic dodać, nic ując... ;)

powrót do domu oraz południowy miejski folklor